MEYERHOLD NA PLANIE

Meyerhold pod żadnym pozorem nie chciał zgodzić się na to, by ze scenariusza wybierać do sfilmowania sceny w zależności od postawionych już dekoracji. „Kręciliśmy więc każdy epizod w kolejności wynikającej z rozwoju akcji — wspomina Lewicki — i raz po raz trzeba było rozbierać te same dekoracje, by w kilka dni później montować je na nowo. Wydłużał się wskutek tego niepomiernie okres zdjęciowy”. Ale Meyerhold nie zwracał na to najmniejszej uwagi, kładąc główny nacisk na grę aktorów, których nie chciał wytrącać z nastroju i linii rozwoju charakterów podyktowanej fabułą. Zresztą część aktorów nie miała dostatecznej praktyki filmowej i gra „na wyrywki” mogła ujemnie odbić się na ich interpretacji. Od samych wykonawców Meyerhold domagał się, by grając przed kamerą nie lekceważyli tekstu dialogu, bez którego nigdy nie potrafią logicznie uzewnętrznić swych stanów emocjonalnych. Dla samego zaś reżysera najtrudniejszą rzeczą okazało się znalezienie właściwej proporcji pomiędzy objętością powieści (scenariusza) a metrażem filmu, który w owym czasie nie powinien był przekraczać 2200 metrów. W rezultacie Meyerhold, chcąc nie chcąc, musiał radzić się Lewickiego przed sfilmowaniem każdej sceny, a operator z kolei miał okazję być po raz pierwszy świadkiem tak drobiazgowej pracy z aktorami, precyzyjnej analizy każdego szczegółu roli: „Każda z kolejno filmowanych scen, gdy Meyerhold jq omawiał, była dla mnie swoistą lekcją: absorbowała głębią myśli, ujawniała cechy charakterów postaci, ich świat wewnętrzny, określała rytm działań. Wiele z tego, co mówił podczas prób Wsiewołod Emiljewicz, zdołałem wtedy zapisać”.

Cześć, mam na imię Wojtek i zapraszam Cię na mojego bloga, który poświęcony jest bezpośrednio sztucę! Po ukończonej Akademii Sztuk Pięknych postanowiłem założyć tego bloga a we wpisach dzielić się z Wami ciekawostkami, o których się dowiedziałem podczas mojego życia!
<